poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 3

Nie chciałam otwierać oczu. Bałam się miejsca, w którym byłam. Jednak przez zaciśnięte powieki mogłam dostrzec przebijające się intensywnie promienie słońca. Coś na czym leżałam było dosyć twarde, może to potwierdzić mój kręgosłup. Przejechałam ręką po powierzchni. Nie trudno było stwierdzić, że jest brudna i zimna.
- Chyba się budzi - usłyszałam niedaleko głos, a następnie zbliżające się kroki.
- Hej, otwórz oczy - znów ten sam głos.
Jednak ja nie miałam ochoty widzieć gdzie jestem i kto stoi nade mną. Jedyne co się teraz dla mnie liczyło to mój pokój, moje łóżko, moi bliscy i bezpieczeństwo.
- Nie bój się, jesteś bezpieczna - odpowiedział nieznajomy.
Postanowiłam w końcu posłuchać tajemniczego głosu i otworzyć oczy. Od razu ukazał mi się przystojny blondyn o zabójczo niebieskich oczach. Tak, to był Igor, a zaraz za nim stał wysoki brunet o wyrazistych rysach, Robert Lewandowski. Wokół mnie znajdowały się magazyny i dzwigi. Znajdowaliśmy się nie gdzie indziej jak na placu niedaleko mojego liceum.
- Proszę Cię, dopóść nas tylko do głosu, a potem zrobimy tak jak zadecydujesz. Możemy nawet odejść jeśli będziesz tego chciała. - powiedział spokojnie Robert.
Usiadłam i postanowiłam przez chwilę im się przyglądnąć.
- Nie wiem co mam powiedzieć. Dobrze, może mi w końcu wyjaśnicie całą tą sytuację,ale musicie przyrzec, że mówicie prawdę i tylko prawdę i, że nie macie wobec mnie jakiś chorych zamiarów. - powiedziałam ostrzegawczo.
- Tak jest - odpowiedział Igor patrząc mi się prosto w oczy.
- A więc zaczynajcie, a ja zamieniam się w słuch ... aha i jeszcze jedno. Musicie odpowiedzieć na jedno moje proste pytanie. Co tu robicie i kim tak na prawdę jesteście ? - spytałam.
- Okej, ale najpierw my powiemy swoje - uśmiechnął się Robert.
- To nie będzie miłe co teraz powiem i może nawet dziwnie to wszystko zabrzmi, ale musisz w to uwierzyć prędzej, czy póżniej. - zaczął Igor.
Lewy usiadł koło mnie i wpatrywał się w blondyna. Wymienili się oby dwoje spojrzeniami, a Igor dalej kontynuował swoją przemowę.
- Są pewne osoby, które aby zdobyć to co dla nich najbardziej korzystne, wartościowe mogą nawet zabić drugiego - powiedział smutno.
- Chcesz powiedzieć, że ktoś chcę mnie zabić tylko dlatego żeby zdobyć np. lepszą ocenę z kartkówki ? - zapytałam drwiąco.
- To nie jest śmieszne, proszę skup się bo inaczej nic z tego nie będzie. - powiedział Igor. - Ktoś chce Cię zabić, a jeśli to zrobi stanie się najsilniejszym na świecie. On nie cofnie się przed niczym i nikim. Myślisz, że obchodzą go twoje uczucia i bliscy ? - popatrzyli na mnie z wielkim smutkiem.
Kiedy Igor wypowiedział słowo "bliscy" poczułam wielki ucisk w żołądku. Dla nich zrobiłabym wszystko, są dla mnie całym światem. Nie wyobrażam sobie, żeby coś im się mogło stać.
- Kto chce mnie zabić i skąd macie takie informacje? - spytałam oszołomiona z kluskami w gardle.
- Nie możemy Ci tego powiedzieć - odpowiedział Lewy.
- Jak to nie możecie?! Co to ma być jakiś program wkręcający ludzi?! - wykrzyknęłam.
- To nie jest takie proste. - westchnął Igor.
- Wiecie co Wam powiem, to wy jesteście śmieszni. Skoro macie informacje, że ktoś chce popełnić morderstwo, to macie też informacje kim ten ktoś jest! - byłam cała roztrzęsiona.
Milcząc siedzieli wpatrzeni we mnie i nie mieli najmniejszej ochoty odpowiedzieć na moje pytanie.
- Dobrze, w takim razie dziękuję za cenne informację, do widzenia - powiedziałam i już chciałam wstać.
- Mario - powiedział Igor widząc jak chcę sobie pójść.
- Kto? - spytałam zdezorientowana.
- Widzisz na tym świecie jest wiele miejsc dla roślin, zwierząt, ludzi, a także dla takich - zawahał się Igor - dla takich jak my. Jesteśmy trochę inni od was, ludzi. W zasadzie jedyne co mamy wspólnego to wygląd. Ale poruszamy się szybciej, mamy o wiele więcej siły, możemy Wami manipulować poprzez wnikanie do waszych umysłów, a naszym pokarmem... jest krew. Potocznie można nazwać nas wampirami. - powiedział Igor.
- Żartujecie sobie ze mnie tak ? To jest takie zabawne? - spytałam niedowierzając na każde ich słowo.
- This Wonderful world - powiedział Lewy.
Patrzyłam na nich z niedowierzaniem. Uświadomiłam sobie, że od dłuższego czasu nie poruszałam się co dawało mi znać w kościach.
- To w takim razie opowiedzcie mi coś o tym Mario - powiedziałam z ironicznym uśmiechem. To wszystko było wręcz zabawne.
- Mario nie do końca jest taki jak my, jest o wiele potężniejszy. Był pierwszym, który przeobraził się we krwiopijcę. - odpowiedział Robert.
- Jest jednym z najsilniejszych na tym świecie, ale aby zapewnić sobie całkowitą nieśmiertelność i potęgę musi zabić człowieka, który ma wiele wspólnego z jego przemianą w wampira. Ta osoba musi być krewną czarownicy, która zapoczątkowała wampiryzm właśnie przemieniając Mario jako pierwszego w wampira. - powiedział Igor.
- Żeby być niepokonanym musi zabić swoją ofiarę w nowy rok, lub jej siedemnaste urodziny - dodał Lewy.
Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Czułam się jakby to był jeden wielki sen, który zaraz powinien się skończyć. To wszystko nie miało sensu, a jednak miałam pewną świadomość, jakaś cząstka intuicji podpowiadała mi, że moja przyjszłość zupełnie się odmieni.
- I to ja jestem tym człowiekiem? - wydusiłam z siebie przez stłumiony głos.
- Posłuchaj, wszystko może się skończyć dobrze, tylko musisz z nami współpracować- powiedział troskliwie Igor.
- Sama sobie poradzę - odparłam.
- Nie masz szans, jesteś tylko człowiekiem. - Zaprotestował Robert.
- Nie wierzę w to, po prostu nie wierzę w każde wasze słowo. Ta cała historyjka jest żałosna, mogliście się bardziej postarać, a teraz wybaczcie, ale robi się ciemno i muszę wracać do domu. - powiedziałam.
W tym momencie wstałam i ruszyłam w stronę domu bez żadnego wachania. Nie odwracałam się, patrzyłam prosto przed siebie.
- Świry - pomyślałam - nie mają nic innego do roboty tylko straszyć ludzi, a potem się z nich nabijać.
Otworzyłam już drzwi frontowe i weszłam do domu. Miałam wrażenie jakbym tylko ja w nim się znajdowała, wszyscy na pewno już spali. Zerknęłam szybko na zegar. Wskazywał 23.46. Weszłam do łazienki wziąć zimny prysznic i udałam się do pokoju. Wprost po wejściu i zamknięciu za sobą drzwi rzuciłam się na łóżko. Byłam potwornie padnięta.
- Cześć słonko - wydobyło się echo.
Wstałam szybko z łożka, ale nikogo nie dostrzegłam. Z każdej strony otaczała mnie ciemność. Wszystkie cztery ściany miały kruczo czarny kolor. Tak samo jak sufit i podłoga, przez co trudno było stwierdzić gdzie się kończy, a gdzie zaczyna. Zupełnie jakby któs wylał farbę na cały mój pokój.
- Nie odpowiesz mi? - zapytał ironicznie nieznajomy głos. - Uważaj na siebie, wkrótce się spotkamy - dodał.
- Igor?! Przestań, daj mi w końcu spokój! - krzyknęłam.
Czułam jak całe moje ciało drga, a wewnętrzny lęk coraz bardziej się nasila.
- To tylko sen...sen, twoja bujna wyobrażna i prawdopodobnie schizofrenia. - powtarzałam po cichu.
- Sądzisz, że mam na imię Igor? - spytał wyśmiewnie.
- Odwal się, myślisz, że jak masz przystojną mordkę, ktora występuje w telewizji to Ci wszystko wolno? Otóż nie!- krzyknęłam.
- Czy ja wiem, telewizja chyba aż tak dobrze nie odzwierciedla, nawet trochę idealizuje, ale w najbliższym czasie będziesz mogła sama to porównać i wyrażić różnice jakie dostrzegłaś - powiedział.
- Nie mam najmniejszej ochoty Cię znowu widzieć, a jeśli jeszcze raz staniesz mi na drodze to pożałujesz! - chciałam żeby to zabrzmiało wiarygodnie, ale czułam jak mój głos się załamuje.
- Do zobaczenia aniele - odezwał się rozmyty głos.
Nagle uświadomiłam sobie, że to był na prawdę sen. Musiałam być mocno zmęczona, bo nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Jedyne co mnie gnębiło to świadomość snu, która była tak realistyczna. Nigdy jeszcze nie doznałam czegoś tak prawdopodobnego. Te ściany, ten głos, mogłam kontrolować wszystkie swoje zmysły. Usiadłam i dostrzegłam, że jest godzina 23.58. Niemożliwe, że miałam tak krótki sen. Postanowiłam już więcej o tym nie myśleć zarówno o spotkaniu z Lewym i Igorem. Muszę o tym po prostu zapomnieć, bo inaczej zwariuję, o ile już nie zwariowałam. W końcu Lewandowski tu w dziurze zabitej dechami? W dodatku na drodze do twojego domu prawiący morały o moim bezpieczeństwie?
***
W szkole dzień jak co dzień. Marta gadała tylko o swoim Tomaszu i ciągnęła mnie wszędzie za nim, lekcja z profesor Walczak oczywiście się dłużyła, a na angielskim można było odespać noc.
- Nina posłuchaj tego! - krzyknęła Marta przytykając mi słuchawką ucho.
Usłyszałam kolejną beznadziejną piosenkę One Direction. Od zawsze nienawidziłam tego zespołu, pięciu wylalusiowanych chłopaczków wyjących do mikrofonu. Za to Marta ich ubóstwiała. Pewnie gdyby miała wybierać pomiędzy mną, a nimi bez zastanowienia wrzuciłaby mnie do ognia. Tak, wiem to straszne, ale niestety prawdziwe.
- Może pójdziesz dzisiaj ze mną na imprezę do Arka? - zapytała.
- Nie dzięki, nie mam za bardzo ochoty. - odpowiedziałam wymigująco.
- Weż nie przynudzaj. Przyjdę po Ciebie o 18.00. Pa! - Wykrzyknęła nie dając mi innego wyboru i poszła w kierunku swojego

***

Zrezygnowana patrzyłam w szafę jak zwykle nie wiedząc co ubrać. W końcu nałożyłam na siebie czarne obcisłe rurki i śliczną czerwoną bluzkę, która podkreślała talię. Do tego czerwone wysokie szpilki i złotawe kolczyki. Włosy podczesałam tylko szczotką. Były gęste i w miarę proste, więc stwierdziłam żeby takie pozostały. Podkreśliłam lekko oczy i usta. Nagle usłyszałam dobiegający z dołu dzwonek do drzwi. Szybko chwyciłam torebkę i zbiegłam po schodach.
- Ulala... - powiedziała Marta - trzeba było od razu mówić, że się tak wystroisz to wtedy na pewno z tobą bym nie poszła. - dodała z uśmiechem.
- Już się nie podlizuj i tak nas moja mama nie podwiezie. - odwzajemniłam uśmiech i zamknęłam za sobą drzwi.
- Czy już człowiek nie może być miły? - zachichotała.
- A przestań marudzić - klepnęłam ją żartobliwie i chwyciłam za rękę ciągnąc przed siebie.
Dom Arka był cały oświetlony, a muzykę można było usłyszeć z samego końca miasta. Ludzi były tony więc żeby się gdziekolwiek dostać trzeba było się rozpychać łokciami.
- Witajcie! Nie wiedziałem, że przyjdziecie, ale jestem i tak mile zaskoczony. Wszystko jest do Waszej dyzpozycji, aha i jest jedna zasada. Trzeba się bawić, bo jak nie to wynocha! - uściskał nas Arek z szyderczym uśmiechem.
Weszłyśmy do środka. Wszędzie było czuć zapach potu i alkoholu. Dużo ludzi było z naszego liceum. Prawie połowa leżała ledwo żywa na kanapach, ziemi, lub kto miał szczęście w łazience. Szczerze, nigdy nie przepadałam za takimi imprezami, ale wiedziałam, że robię to tylko i wyłącznie dla Marty. Widząc rozszalały tłum weszłam na pierwsze piętro. Usiadłam w połowie korytarza opierając się o ścianę. Dom był bardzo przejrzysty i przytulny. Nie wiem kim byli rodzice Arka z zawodu, ale musieli na prawdę zarabiać mnóstwo kasy. Kątem oka dostrzegłam jak Arek wchodzi na górę po schodach.
- Ej, nie przestrzegasz mojego regulaminu - uśmiechnął się.
- Nie za bardzo lubię takie imprezy - odpowiedziałam.
- To co tu robisz? - uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- Przyszłam z Martą żeby jej towarzyszyć, ona jak widać umie się lepiej bawić - uśmiechnęłam się do siebie i wstałam.
- Rozumiem, ale my możemy się zabawić inaczej. - zblizył się do mnie.
- Nie dzięki, wiesz co ja już chyba muszę iść- powiedziałam szybko.
- Chyba? A więc nie musisz- uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Nagle chwycił mnie w pasie i wciągnął do najbliższego pokoju. Nie wiedziałam co robić.
- Arek przestań, jesteś pijany - schisteryzowałam.
- Mi to nie przeszkadza - przycisnął mnie do ściany i zaczął całować.
Próbowałam go odepchnąć, ale nic z tego.
- Arek przestań! - krzyczałam z płaczem.
Chłopak nie zwracał na to uwagi, dalej próbował mnie pocałować i dostać się do mojego zamka od bluzki i spodni. Czułam się fatalnie, a w dodatku było mi niedobrze od nieświeżego zapachu alkoholu, który czułam z jego ust.
Nagle ktoś chwycił Arka od tyłu tak, że momentalnie znalazł się po drugiej stronie pokoju. Chłopak upadł, a następnie oberwał kilka ciosów w brzuch. Stałam nieruchomo nie wiedząc co się dzieje, gdy nagle zobaczyłam kto stoi w drzwiach.
- Robert, co ty tutaj robisz? - zapytałam roztrzęsiona.
Nie odpowiedział mi jednak momentalnie znalazł się tuż obok mnie.
- Nic Ci nie jest? - spytał troskliwie.
- Nie, ale ... - urwałam, bo właśnie zauważyłam jak Igor dosłownie łamie kości Arkowi. - Przestań, natychmiast! Oszalałeś?! - krzyknęłam w jego stronę.
- Może to ty nam wytłumaczysz co tutaj robisz? Dlaczego w ogóle nas nie słuchasz? Masz gdzieś siebie i swoje życie?! - odezwał się zdenerwowany Igor puszczając Arka i idąc w moją stronę.
- Poradziłabym sobie sama, bez Waszej pomocy! - odpowiedziałam również krzycząc.
- Dobra uspokójmy się. Igor weż Ninę do domu, a ja tu wszystko posprzątam - oświadczył Robert.
- Nie ma mowy, nigdzie z nim nie pójdę. Przyszłam się tu bawić i nikt nie może mi tego zabronić. - zaprotestowałam.
Jednak oby dwoje udali jakby mnie w ogóle nie słyszeli. Igor podszedł do mnie i podniósł mnie pomimo moich protestów. W ciągu ułamka sekundy znależliśmy się już na zewnątrz.
- Trzymaj się mnie mocno - powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
- Masz mnie w tej chwili postawić na ziemi! - krzyknęłam cała roztrzęsiona.
- Obawiam się, że jednak Cię nie posłucham. - uśmiechnął się ponownie.
W tym momencie stało się coś czego nie potrafiłam opisać. Ogromna siła wiatru i prędkości sprawiła mnie o jeszcze większe mdłości. W zaledwie 5 minut staliśmy już pod moim domem, a następnie w moim pokoju. Igor podszedł do mojego łóżka i ułożył mnie na nim, a on sam oparł się o ścianę.
- Jak to zrobiłeś? - byłam całkiem zaskoczona.
Przez dłuższy czas wpatrywaliśmy się w siebie. W końcu Igor podszedł bliżej i usiadł obok mnie na łóżku. Oczywiście nie odpowiedział na moje pytanie. Wyciągnął do mnie dłoń, w której trzymał naszyjnik, a dokładniej niewielki zegarek. Wyglądał jakby nie z tego stulecia. Kolor przypominał zbrązowiałe stare złoto. Jego wskazówka pokazywała właściwą godzinę.
- Weż go i nigdy nie zdejmuj - ostrzegł i zawiesił mi na szyi.
- Nie mogę - odpowiedziałam.
- Proszę, obiecaj mi, że będziesz go nosić cały czas - powiedział.
- Nie odpowiedziałeś mi na moje poprzednie pytanie - zmieniłam temat.
Chłopak przez chwilę zamilknął i skupił się na wpatrywaniu w podłogę.
- Jestem potworem, który pije ludzką krew. Dzięki temu szybko się przemieszczam, mam dużo siły, a zabić można mnie tylko przebijając mi serce drewnem. Nie starzeje się - zamyślił się, a jego twarz wyrażała obrzydzenie, obrzydzenie do samego siebie.
- Na prawdę jesteś wampirem? - spytałam przerażona.
- Tak, można to tak nazwać - odpowiedział.
- A Robert? - ponownie zapytałam.
Przez chwilę zapadła cisza.
- On też. - powiedział cicho.
Poczułam wielki ucisk w klatce. W jednej chwili mój świat całkowicie się zawalił.
- Wynoś się! - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Nina posłuchaj, potrzebujesz naszej pomocy. Nie zdajesz sobie sprawy co Ci grozi. - powiedział gwałtownie.
- Doskonale sobie zdaję sprawę co mi grozi jak zaraz z tąd nie wyjdziesz! - krzyknęłam roztrzęsionym głosem.
Igor popatrzył się jeszcze raz na mnie, a potem wyskoczył przez okno i zniknął w ciemności. Rzuciłam zegarkiem o ścianę i runęłam na łożko.

4 komentarze:

  1. mmm jak zwylke niesamowity :)
    zapraszam do siebie :) http://w-swieciewyobrazni.blogspot.com/2014/02/rozdzia-23.html
    czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny, nie mogę się doczekać na kolejny :D
    miłego pisania

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny blog !!!!!!!!
    Zapraszam do mnie i bardzo proszę o jakieś komentarze http://niuchafashion.blogspot.com/
    Obserwujemy?

    OdpowiedzUsuń