środa, 5 marca 2014

Rozdział 11


- Marta! - szybko krzyknęłam próbując ją zatrzymać przed otworzeniem drzwi frontowych.
Popatrzyła się na mnie nie wiedząc o co chodzi.
- Spodziewasz się kogoś? - spytała odwracając się w moją stronę.
- Nie - odpowiedziałam.
- Ja też. - dodała.
- Może dokończysz herbaty, a ja zobaczę kto to? - zaproponowałam.
- Dlaczego ty? Przecież to mój dom. - oznajmiła.
- Może lepiej w ogóle nie otwierajmy - zmieniłam zdanie.
- Dobra idź, chociaż nie powiem, że nie wiem już o co chodzi. - uśmiechnęła się dając mi jasno do zrozumienia, że przyszedł jakiś kawaler specjalnie do mnie.
Poszłam do przedpokoju, ogarnęłam włosy i uchyliłam ostrożnie drzwi. Moim oczom ukazał się Christian. Widać było po jego twarzy, że jest tą całą sytuacją rozbawiony.
- Idź z tąd! - powiedziałam, tak aby Marta nie usłyszała.
- Mam tylko nadzieję, że mnie ktoś zaprosi. - uśmiechnął się.
- Niestety właścicieli nie ma. - postanowiłam odwzajemnić wredny uśmiech pomimo strachu, który zrzerał mnie od środka.
- O tym też pomyśleliśmy - dodał wskazując na stojącego w tyle Louis'a i Joey'a.
Nie mogłam dłużej wytrzymać, tym bardziej przypomniałam sobie o naszyjniku od Igora, który został w moim pokoju. Nie wiem dlaczego był tak wyjątkowy, ale na pewno nie był on zwykłym wisiorkiem. Zamknęłam szybko drzwi.
- Kto to był? - spytała Marta z kuchni.
- Nikt godny uwagi - odpowiedziałam, dalej opierając sie plecami o drzwi.
- Państwo Sennett są już w drodze, jednak my mamy inne plany co do nich. No chyba, że sama wyjdziesz do nas. - usłyszałam dobiegający głos zza drzwi.
Szybko podbiegłam do Marty, która siedziała przy stole w kuchni przegryzając tosty.
- Dzwoniłaś do rodziców? - spytałam cała roztrzęsiona.
- Nie - odpowiedziała zdziwiona.
- A mogłabyś sprawdzić, czy nic im nie jest? - poprosiłam podając jej telefon.
- Nina kto to był, i od kiedy tak przejmujesz się moimi rodzicami?! - spytała wstając ze stołka.
- Marta do cholery dzwoń! - krzyknęłam w histerii wybierając już numer do jej mamy. Zapadła niezmierna cisza.
- Poza zasięgiem. - powiedziała po dłuższej chwili.
- Szlag - wymknęło mi się, gdy nagle ponownie usłyszałyśmy dzownek do drzwi. Tym razem Marta nie chciała odpóścić i podbiegła szybko otwierając drzwi oraz wskazując palcem na stojącego niebezpiecznie blisko wejścia Christiana. Opierał się nonszalancko o framugę drzwi wpatrując się żartobliwie w o wiele mniejszą Martę, której mina mówiła jedno " Czemu wcześniej mi go nie przedstawiłaś?! ".
- Cześć  -przywitał się.
- Hej  - odpowiedziała splatając sobie ręce.
- Znasz go? - pytanie skierowała do mnie dziwnie mrugając oczami.
- Jak już mówiłam wcześniej, nie jest warty uwagi. - podeszłam bliżej Marty.
Wymieniliśmy się wszyscy spojrzeniami. Chciałam jak najszybciej zamknąć te drzwi i wiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że nikomu się nic nie stanie.
- Powiedz mi skarbie jak masz na imię? - spytał patrząc Marcie prosto w oczy.
- Marta - odpowiedziała pospiesznie.
- W takim razie posłuchaj Marta. Weź rzeczy swojej koleżanki i wynieś je na zewnątrz, następnie powiedz jej, że jeśli nie pójdzie za śladami swoich bagaży to przyczyni sie do Twojej wielkiej krzywdy, a chyba nie chciałabys zostać sierotką. - oznajmił dalej wgłębiając się w jej oczy.
Stałam cała znieruchomiała, odebrano mi słowa. Tylko patrzyłam jak Marta na wszystko się zgadza i dokonuje rozkazów Christiana, bez większego zastanowienia. Wyglądało to tak, jakby nią manipulował poprzez hipnozę.
- Co jej zrobiłeś?! - krzyknęłam z płaczem widząc jak Marta schodzi z moją walizką po schodach przekazując ją chłopakowi.
- A teraz idź do swojego pokoju i się w nim zamknij nie pamiętając o dzisiejszym wieczorze. - rozkomendował.
Marta nawet nie zwróciła na mnie uwagi, tylko weszła na górę zatrzaskując za sobą drzwi od pokoju, a ja zamiast cokolwiek zrobić po prostu stałam przyglądając się temu wszystkiemu z wielkimi oczami.
- Na co jeszcze czekasz? - spytał szczerząc swoje wszystkie zęby i podając torbę Louis'owi, który właśnie przyszedł.
- Nigdzie z Wami nie pójdę. - zaprotestowałam zbliżając się do dosyć niebezpiecznej odległości między nimi.
- Nie ufasz nam? - spytał Louis przekrzywiając lekko głowę.
- Szczerze? Nie wierzę w każde słowo, które wypowiedzieliście od czasów naszej znajomości - warknęłam.
- Wyjdź z domu - rozkazał Christian nachylając się nade mną i przenikając moje źrenice.
- Nie! - zaprotestowałam.
- Wyjdź! - krzyknął, aż usłyszałam echo w oddali.
- Nie będę się powtarzać - powiedziałam spokojniej jeszcze bardziej ich wkurzając.
- Mario, mamy pewien dziwny problem. - Powiedział Louis trzymając telefon komorkowy. - Nie słucha, nawet przez hipnozę. - dodał.
Nagle jego twarz zbladła, a nozdrza się poszerzyły.
- Wiem, że to dziwne. Tak, oczywiście - odpowiedział i schował telefon do kieszeni.
- I co ?- spytał Christian.
- Mamy ją zostawić. - odpowiedział Louis.
- Jak, przecież ... - próbował zaprotestować Loclair.
- Bez gadania, znasz go. Chodźmy, tylko weź walizkę. - odpowiedział i w mgnieniu oka oby dwoje zniknęli w ciemnym mroku nocy.
Nie zastanawiając się nad niczym pobiegłam szybko do Marty. Siedziała na swoim łóżku milcząc i wpatrując się w okno. Szybko usiadłam obok niej machając jej przed oczami. Jednak ona w żaden sposób nie reagowała. Łzy zaczęły mi cieknąć po policzkach, nie wiedziałam jak jej pomóc, czy jej rodzice żyją, a czy moja mama z bratem są aby na pewno bezpieczni. Nie wiedziałam nic i to było najgorsze. Nagle wzdrygnęłam się czując ucisk w klatce i jeszcze większy lęk.
- Kochanie! - usłyszałam głos Mario z zewnątrz.
Nie miałam wyjścia, musiałam z nim "porozmawiać" i się mu pokazać. Dzisiaj już dosyć wszystkich naraziłam. Z każdym krokiem bliżej drzwi wejściowych robiło mi się niedobrze. Zawachałam się chwilę przy ich otworzeniu, jednak nie miałam wyjścia. Na trawniku przed domem stał całkiem zadowolony Goetze.
- Chodź do mnie - powiedział przyjaźnie zauważając mnie w wejściu.
Zamilkłam i bałam się wypowiedzieć jakiekolwiek słowo. Łzy dalej lały mi się ciurkiem po policzku.
- Pomożesz Marcie? - spytałam błagająco.
- Kto wie - uśmiechnął się. - Wyjdź, a się dowiesz. - powiedział.
- Nie - zaprotestowałam czując jak nogi robią mi się z waty.
Mario w odpowiedzi na moje słowo wyciągnął paczkę zapalniczek, a następnie zaczął nimi wymachiwać w zabawny sposób.
- Ciekawe jak szybko się spali, mój rekord to 15 minut. - wyszczerzył zęby zbliżając się w moją stronę.
- Tam jest moja przyjaciółka! - krzyknęłam jednak nie usłyszałam odpowiedzi.
Mario zapalił jedną zapałkę i rzucił w moją stronę. Bez wachania zaczęłam ją deptać aż ugaśnie.
- Zostawisz moją rodzinę w spokoju i Martę? - spytałam.
- To nie koncert życzeń, ale mogę rozważyć i taki wariant. - odpowiedział rozmyślając nad czymś.
Nie miałam innego wyboru, musiałam się poddać, za dużo osób by to kosztowało. Najpierw przekroczyłam jedną nogą próg, a następnie drugą. Mario uśmiechnął się i chwycił mnie w pasie, a następnie uniósł. Doznałam całego paraliżu ciała i po chwili zasnęłam.





Następny rozdział 10.03

4 komentarze:

  1. Fajny :**
    Miłego pisania kolejnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam i fabuła i styl pisania przypadł mi do gustu :)
    Uważam, że rozdział jest GENIALNY !! I ta zapalniczka... NOWY ROZDZIAŁ JUŻ 10.03. euywgdshufoewhfo *.*
    + Zapraszam :
    http://little-things-one-direction-love.blogspot.com/
    Jeśli masz czas, wpadnij :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Bosko niemogę się doczekać następnego
    Pozdrowienia i zapraszam w wolnej chwili
    http://piszczekidurm.blogspot.com/2014/03/dwa.html?m=1

    OdpowiedzUsuń